„Not provided” jako referral w Google Analytics

„Not provided” jako referral w Google Analytics
Oceń artykuł!

Dzisiejszy odcinek SEO dla początkujących będzie dla początkujących psycho-fanów Google Analytics i będzie też o tym, czym różni się życie polskiego i amerykańskiego SEOwca i właściciela witryny.
W październiku po obu stronach oceanu gruchnęła wieść, że Google nie będzie pokazywał wszystkich słów kluczowych – źródeł odwiedzin, czyli nie zawsze będzie wiadomo, co wpisali w Google ludzie, żeby trafić na naszą witrynę, bo zamiast tego zapytania zobaczymy w Google „not provided”. Będzie to spowodowane szyfrowaniem danych zalogowanych użytkowników Google.

Wszyscy wstrzymaliśmy oddech, ale po przeczytaniu informacji wypisanych małym drukiem okazało się, że:
1.    Google obiecuje, że będzie to dotyczyło zaledwie kilku % słów kluczowych
2.    Nie dotyczy to Google.pl
W związku z tym odpuściliśmy sobie temat.

Tymczasem na amerykańskich blogach zaczęły się pojawiać informacje, że wprowadzona zmiana to koniec świata, że koniec SEO i całej analityki internetowej i że niedługo 100% fraz będzie widoczne jako „not provided”, bo ktoś jednego dnia miał 1% ruchu niemierzone a drugiego dnia 2%, więc tendencja to wzrost o 1000000%. W mniej spanikowanych źródłach jest mowa o 10-20% ruchu, który stał się dla nas niewiadomą.
Byłby to koniec tematu, gdyby nie fakt, że w naszych rodzimych danych Analyticsowych również zaczęły się pojawiać dane „not provided”. Więc jak to właściwie jest?

Not provided? Że co?

Każdy właściciel witryny może analizować ruch na swojej stronie poprzez Google Analytics, który pokaże nam, kim są odwiedzający, jak trafili na witrynę i jakie treści ich interesują. A teraz pokaże trochę mniej, ponieważ część ruchu z SEO będzie przypisywana do frazy not provided. Nie znaczy to, że ktoś wpisał w Google „not provided” i trafił na naszego blogaska, tylko, że to co wpisał pozostanie tajemnicą, którą zna tylko Google.

Not provided? A co za różnica?

Wszyscy wiemy, że połowa pieniędzy wydanych w Internecie jest marnowane. Dzięki tym informacjom było wiadomo, która część (przynajmniej tak nam się wydaje).
Zacznijmy od początku. Internauta wpisuje w Google frazę, dostaje długą listę wyników organicznych, klika w naszą witrynę i w ten sposób staje się naszym gościem. Dzięki Google Analytics mieliśmy do tej pory pełną listę fraz, które generowały wejścia, wiedzieliśmy, więc jakie tematy i produkty interesowały Klientów.
1.    W większej skali – takiej jak w dużych firmach – informacje te przekładają się na decyzje biznesowe (np. czy wydać pieniądze na SEO i promocje konkretnych produktów), są podstawą ustalania celów rocznych i wskaźników sukcesu, decydują o tym czy odpowiedzialny za dany produkt człowiek dostanie premię roczną czy nie itp. W wielu biznesach porównuje się te dane z wielu lat lub porównuje wydajność słów brandowych i niebrandowych i jeśli nagle ruch spada to konkretna osoba będzie mieć dywanik u szefa.
2.    Dane to decydują o priorytezacji prac na witrynie, tworzeniu stron docelowych dla popularnych fraz, a u dużych twórców treści przekładają się na godziny spędzane na pisaniu poszczególnych artykułów.
3.    Na samym końcu łańcucha są agencje takie jak my, które podpisały z klientem umowę, gdzie rozliczają się za ruch z konkretnych fraz, które pozycjonują, więc teraz zarobią mniej.
Jak widać jest różnica.

Ale o jakich wielkościach mówimy?

Najłatwiej pomyśleć o tym w procentach, bo każdy ma inne liczby.

Mówimy teraz tylko o ruchu organicznym, które przynosi nam SEO (zmiana nie dotyczy AdWordsów). Jeśli oglądaliście dziś webinarium o Google Analytics, które prowadzi Marcin Siekierski, to wiecie, że mówimy o 20% całego ruchu. Jeśli miesięcznie masz 100 gości na stronie to część z nich mogła tam trafić, bo zna na pamięć URL, albo w wyniku płatnej kampanii, którą prowadzisz, ale średnio 20 osób trafi do nas wpisując coś w Google i właśnie o nich mówimy.

A jakie są dane o not provided dla Polski?

Nie ma danych. Pozostają testy. Spójrzmy na prostą tabelę. Zawiera dane kilku naszych klientów (przypadkowo wybranych)  z jednego miesiąca od ostatniego tygodnia października do ostatniego tygodnia listopada, czyli nie 1 dzień po wejściu zmiany i nie z wczoraj.

Wnioski

Jak widać w kolumnie D nie mamy takich problemów jak w Stanach, bo nie znamy danych o 1% a nie o 11% ruchu, jak oni, ale:
1.    Dane, o których nic nie wiadomo mają to do siebie, że nic nie wiadomo. Może być np. tak, że problem ten nie dotyczy jeszcze Google.pl, bo ten brakujący 1% to np. użytkownicy Google.com.
2.    Jak pokazuje przykład Pandy nowości w SEO szybko do nas przychodzą. Nie długo możemy mieć bardzo zbliżone dane, co będzie niekiedy oznaczać 10% mniej pieniędzy 😉
3.    Jak pokazuje złośliwość przedmiotów martwych danych not provided będzie pewnie więcej akurat tam, gdzie będzie to dla Ciebie ważne np. u klienta gdzie rozliczamy się za ruch a nie u tego, gdzie ruch nas interesuje czysto teoretycznie.
Dlatego dobra po-andrzejkowa wróżba Cioci z K2Search: w przyszłym roku nie podejmuj żadnych zobowiązań opartych na danych o słowach kluczowych będących referralami, typu, że dzięki Twoim prężnym działaniom jako brand managera X zwiększy się ilość wejść na witrynę na frazę X, albo że zwiększysz klientowi liczbę wizyt na frazy, za które bierzesz kasę.

Redaktor

Inne artykuły, które mogą Cię zainteresować

  • Erm

    Na pierwszym z kont z USA które prowadzę jest to około 10-11%. Ale około 1/3 ruchu jest spoza stanów, to może odrobinę zaburzać. Z kolei na drugim jest to grubo ponad 30%, ale to mocno niszowa strona i ciężko mówić tam o jakiejś próbie statystycznej.

  • m40

    U mnie na wielu stronach współczynnik (not provided) to już prawie 30-50% . Co z tym zrobić? może jakiś inny system statystyk?