+1+1+1+1+1+1+1+1+1+1+1=?

+1+1+1+1+1+1+1+1+1+1+1=?
Oceń artykuł!

My ostatnio ciągle o socialu i Google+, więc dziś dla odmiany o Google+. Ale za to tym razem nieco dokładniej i z trochę innej perspektywy niż do tej pory. Zasadniczo jednak będzie o tym, jak najskuteczniej wykorzystać potencjał G+, jakim jest bardzo ścisłe zintegrowanie tego portalu ze wszystkimi pozostałymi produktami Google (w tym AdWords).

Po co mi G+, skoro mam FB?

No właśnie. Jeśli masz na Facebooku fanpage swojej marki lub produktu i zgromadziłeś tam kilkadziesiąt tysięcy fanów, to możesz mieć poważne wątpliwości, czemu miałbyś zakładać jeszcze stronę biznesową na G+: na portalu, gdzie egzystuje kilka firm i garstka obsesyjnych nerdów, a tak poza tym to pustka, oddal dziewicza i głębie bezszumne.

Po pierwsze, nie taka tam wcale pustka. To prawda, że FB ma ponad 800 milionów użytkowników, ale zajęło mu to 7 lat. Twitter swoje 200 milionów zbierał przez lat 3. Tymczasem w G+ zarejestrowało się 50 milionów użytkowników w ciągu… 88 dni. Przy takiej dynamice portal ten szybko osiągnie porównywalny zasięg. Chyba więc nie warto czekać, aż będą tam wszyscy poza Tobą.

Po drugie, G+ oferuje ciekawsze niż FB sposoby interakcji z użytkownikami. Jak wspominałem już w poprzednim wpisie, chodzi przede wszystkim o kręgi i Hangouts.

Gdy użytkownicy dodadzą Twoją stronę do swoich kręgów, Ty (jako strona) będziesz mógł dodać ich do swoich. I tu jest świetny moment na pierwszą interakcję: zapytaj ich, do jakiego kręgu ich dodać. Jasne, w niektórych przypadkach będziesz to doskonale wiedzieć – np. gdy jest to ktoś z pracowników Twojej firmy, dodasz go do kręgu „Pracownicy”, bez potrzeby pytania. Ale jeśli prowadzisz stronę banku, możesz chcieć osobno zgrupować klientów indywidualnych, a osobno biznesowych. Albo w ofercie masz ubezpieczenia i chciałbyś wiedzieć, jakim rodzajem ubezpieczeń zainteresowany jest dany użytkownik, który dodał Cię do swoich kręgów. Oczywiście nie musisz robić tego poprzez wysyłanie wiadomości do każdego użytkownika z osobna. Po prostu zamieść na stronie odpowiedni post, najlepiej z jakąś grafiką, z prośbą o dodanie +1 przez tych, którzy chcą się znaleźć w danym kręgu.

W ten sposób zbudujesz bardzo funkcjonalną „typologię” użytkowników i potem przy pomocy jednej strony będziesz mógł inaczej komunikować się ze swoimi pracownikami, inaczej z klientami VIP, a jeszcze inaczej z pasjonatami sportów zimowych, którym przyda się ubezpieczenie na snowboard. Jeżeli jesteś producentem ekspresów do kawy, możesz zorganizować dla klientów końcowych Hangout z baristą, który pogada z nimi o tym, jak najlepiej przyrządzić ich ulubioną kawę w Twoim ekspresie. Z kolei jeśli jesteś firmą należącą do holdingu i chcesz wypromować wśród swoich użytkowników strony pozostałych spółek – nic prostszego: stwórz krąg, do którego dodasz te strony, a następnie udostępnij go swoim użytkownikom (każdy z nich będzie mógł od razu dodać ten krąg do swojego profilu).

Że dużo pracy? No cóż, na początku pewnie tak. Dobra wiadomość jest taka, że stronę G+ może już moderować kilka osób, bo Google w ubiegłym tygodniu aktywowało funkcję dodawania menedżerów (jest też opcja zmiany właściciela strony). Możesz więc spokojnie rozdzielić (lub przerzucić) ten wysiłek na innych, bez konieczności dzielenia się z nimi hasłem do swojego prywatnego profilu na G+.

Google jest tylko jedno

No dobra, to są jakieś tam dodatkowe funkcjonalności, może i przydatne, ale jednak na FB pewnie zaraz będziemy mieć mniej więcej to samo – i gdyby chodziło tylko o sposób zarządzania stroną, sprawa raczej nie byłaby warta, by o niej tyle mówić. Nie na darmo jednak Google+ nazywa się tak, jak się nazywa: Google dąży bowiem do stworzenia rozszerzonej sieci, ściśle integrującej ze sobą wszystkie ich produkty, od YouTube, przez Gmail, po wyszukiwarkę i AdWords.

W wyszukiwarce, G+ rozszerza podstawową zasadę algorytmu, czyli „rekomendacje” od innych witryn, o polecanie przez konkretnych użytkowników (wspominała już o tym w swoim wpisie Kamila). Przypuśćmy, że na stronie G+ linkujesz do jakichś witryn (chociażby podałeś adres swojej witryny w sieci). Użytkownicy, którzy dodali Cię do swoich kręgów, w wynikach wyszukiwania zobaczą te witryny wyżej, dodatkowo z adnotacją, że to jest coś, co udostępniasz. Podobnie działa funkcja osobistej rekomendacji, czyli +1 (inna jest tylko dopisana adnotacja).

Osobista rekomendacja +1 pomyślana została w taki sposób, by obejmowała nie tylko pojedyncze treści, strony czy witryny, ale całą siatkę komunikacji, jakiej używasz – w tym wszystkie reklamy wyświetlane poprzez AdWords: linki sponsorowane w wyszukiwarce, reklamy graficzne w GDN oraz reklamy wideo na YouTube. Aby w pełni korzystać z osobistych rekomendacji, zrób dwie proste rzeczy: dodaj plakietkę G+ do swojej witryny w sieci oraz adres swojej strony na G+ w rozszerzeniach społeczności AdWords.

Plakietka, po pierwsze, umożliwi użytkownikom dodanie Twojej strony w G+ do ich kręgów bezpośrednio z Twojej witryny w sieci, a także ułatwi Twojej stronie uzyskanie opcji Direct Connect, dzięki której wystarczy w wyszukiwarce wpisać „+” oraz nazwę Twojej firmy, a Google pomoże dotrzeć bezpośrednio do strony.

Po drugie, dzięki plakietce wszystkie rekomendacje otrzymane przez Twoją witrynę i stronę w G+ będą się sumować. Po trzecie, jeśli w rozszerzeniach społeczności w AdWords dodasz jeszcze adres strony na G+, powiększysz tę sumę o +1 dodawane przy reklamach.

Wyobraź więc sobie, że właśnie wyprodukowałeś chwytliwą reklamę wideo. Emitujesz ją na YT jako pomijalną reklamę TrueView In Stream, płacąc 15 groszy za jedno obejrzenie. Zalogowany użytkownik (jeden login do G+ i YT!), który będzie chciał obejrzeć np. ostatni klip „Oh Land”, natrafi na Twoją reklamę i zobaczy, że jest już ileś osób, które lubią Twoją firmę, ergo i tę reklamę (połączyłeś przecież +1 z witryny i strony G+ z reklamami AdWords).

Jeśli filmik reklamowy jest naprawdę fajny, użytkownik ten również da mu +1, przez co suma +1 zwiększy się i na Twojej witrynie, i na stronie G+. Co dalej? Użytkownik dzieli się klipem ze znajomymi, np. na FB (tak, tak), tamci otwierają link i również natrafiają na reklamę, przy czym widzą, że ich znajomy oraz wiele innych osób dało +1. Część z nich dodaje +1 także od siebie. Suma otrzymanych rekomendacji przy reklamie rośnie, rośnie na stronie G+, rośnie na witrynie – i w efekcie coraz więcej internautów widzi Twoją witrynę wyżej w wynikach wyszukiwania razem z osobistym poleceniem swoich znajomych. Warto?

Jaka to liczba

Strona G+ umożliwia dwa różne typy interakcji: rekomendację i dodanie do kręgu. Są przecież użytkownicy, którzy po prostu lubią pewne marki, ale wcale niekoniecznie chcą widzieć ich posty w swoim strumieniu. Z kolei Ty możesz być np. zainteresowany tym, co postuje u siebie konkurencja, nie znaczy to jednak automatycznie, że ich lubisz. Rozdzielenie tych obszarów wydaje się więc sensowne. Przez to jednak pojawiło się zamieszanie z liczbami: osobno zliczani byli użytkownicy, którzy dodali stronę do kręgu, osobno zaś ci, którzy ją rekomendowali. W ubiegłym tygodniu Google wprowadziło wspólne zliczanie tych interakcji w głównym „liczniku” na stronie. Przy okazji taka „powiększona” liczba może sprawiać też lepsze wrażenie (G+ ma przecież ciągle mniej użytkowników niż FB).

Teraz jednak problematyczne stało się co innego: ten wspólny licznik (rekomendacji i dodania do kręgów) obecny jest tylko w G+, natomiast w innych miejscach (witryna w sieci, reklamy) pojawia się wyłącznie liczba rekomendacji – co zaburza ideę jednej sumy +1. Najprawdopodobniej więc w tym obszarze Google będzie jeszcze szukało jakiegoś optymalnego rozwiązania.

Tego typu modyfikacje są czymś oczywistym i z pewnością będzie ich bardzo wiele. Niezmienna pozostanie podstawowa, nadrzędna cecha, jaką jest zintegrowanie G+ z pozostałymi produktami Google. Dlatego w pełni efektywne używanie stron G+ zawsze będzie oznaczało korzystanie z tej integracji w stopniu maksymalnym.

Redaktor

Inne artykuły, które mogą Cię zainteresować