Domeny. Szanse i zagrożenia

Domeny. Szanse i zagrożenia
Oceń artykuł!

SEO dla początkujących powraca jako Kup pan adres, czyli  szanse i zagrożenia w wykorzystaniu domeny do promowania marki

Czy każda firma potrzebuje wizytówki w sieci?

Wielu klientów uznaje bowiem, że skoro firma nie istnieje w Internecie, to nie istnieje w ogóle. Nazwa tej witryny może być też kanałem marketingu i narzędziem promocji, który zwiększy świadomość naszej marki (zarówno firmy jak i nazwiska) i przyniesie nam zyski. Jeśli uda nam się sprawić, by potencjalni klienci zapamiętali nazwę, nie będziemy musieli nikomu płacić za sprowadzanie nam ruchu czy reklamę. Domena może też jednak przynieść straty.

Jak nazwać domenę?

No dobra, jak trzeba to trzeba. Tylko jak ją nazwać?  Wydaje się to proste. Wybieramy nazwę, czyli do 63 znaków (liter, cyfr, niektórych znaków interpunkcyjnych typu myślnik) i oddzielamy go kropką od TLD, czyli kilku liter, które określają kraj pochodzenia domeny (np. pl) lub jej funkcje (org, gov, info). Z jest to nazwisko, nazwa sklepu, nazwa firmy, czy domena ze słów kluczowych, ale jeśli wiemy lepiej możemy postawić nawet na jakiś neologizm. W praktyce jest to gorsze niż haiku, bo w jednej nazwie musimy zdefiniować całą swoją działalność zawodową. Musimy też odnieść się do konkurencji i zabezpieczyć sobie tyły. Tylko jak?
domena

Domena powinna być:

#1: krótka – im krótsza tym łatwiej będzie ją wpisać i przede wszystkim zapamiętać. Będzie też łatwiej napisać ją poprawnie i zmniejszy się liczba potencjalnych kombinacji błędów, które będzie trzeba uwzględnić. Pamiętaj, że część internautów wpisuje adresy z palca szukając konkretnych witryn.

#2: Prosta do zapamiętania – gdy usłyszymy ją w radiu, czy gdy przyjaciółka poleci nam ją przez telefon. Dlatego lepiej pozbyć się myślników i trudnych do napisania obcojęzycznych haseł i postawić na coś typu Merlin. Jest to ważne zwłaszcza, jeżeli twoją grupą docelową są starsi czy mniej techniczni internauci, gdyż oni rzadziej korzystają z zakładek i wyszukiwarek, więc będzie im trudniej trafić czy powrócić na twoją stronę, jeśli nazwa będzie zbyt trudna do zapamiętania, albo jeśli będzie homofonem. Przykładowo jeśli ktoś poleci nam przez telefon stronę http://www.livingto100.com/ i koniecznie będziemy chcieli sprawdzić kiedy nas szlag trafi to prawdopodobnie trochę się omęczymy wpisując podobnie brzmiące warianty typu living to hundred, albo nawet living 200. Dlatego jeśli nie chcemy ryzykować, że ktoś się podda najlepiej zrezygnować z cyferek, polskich znaków, wymyślonych słów, myślników czy skrótów.

#3: unikalna, która nie myli się z czymś innym i nie kojarzy się z jakąś inną firmą. Jeśli twoja marka przypomina jakiś inny częsty temat wyszukiwania, to masz pecha. Zwiększy ci się ruch. Może nawet coś na tym zarobisz. Na twoją stronę będą jednak trafiać tabuny osób, które wcale nie chciały się u ciebie znaleźć, w ogóle ich nie interesuje, co sprzedajesz i jeszcze będą mieć do ciebie pretensje, że marnujesz ich czas. I nikogo nie będzie obchodzić, że nazwa allegro lepiej pasuje do twojego sklepu muzycznego, niż do jakichś tam zakupów i że pierwszy wymyśliłeś tę nazwę. Podobnie nie warto pakować do nazwy cudzego znaku towarowego, bo tylko stracimy czas i narobimy sobie kłopotów.

#4: zawierająca słowa kluczowe – będzie nam łatwiej pozycjonować stronę np. o oponach, jeśli opony znajdą się w nazwie witryny. Gdy słyszymy nazwy typu Rankinglekarzy.pl nie musimy się domyślać, czego dotyczy strona i jest nam łatwiej zapamiętać nazwę. Podobnie, jeżeli szukając najlepszego otorynolaryngologa, znajdziesz tę stronę w wynikach wyszukiwania będziesz chętniej klikał, bo taka domena wzbudzi twoje zaufanie.
Jeśli planujesz międzynarodową ekspansje sprawdź, czy wybierane przez ciebie słowo kluczowe nie ma jakiegoś nietypowego znaczenia w języku twoich kontrahentów, jak to się zdarzyło żarówkom osram. Najlepiej poprzez darmowe narzędzie propozycji słów kluczowych Googla. Wybierasz opcje wszystkie języki i sprawdzasz czy nie ma jakiegoś nietypowego wysypu ilości wyszukań w jakimś dziwnym narzeczu.

#5: zawierająca nazwę twojej marki lub produktu. Promocji nigdy za wiele!

#6: silna i prezentująca twoje wartości. To już wyższa szkoła jazdy, ale może uda ci się w jednym słowie pokazać, co cię odróżnia od konkurencji i stworzyć dobre, skuteczne hasło reklamowe. Pomyśl o naszej-klasie. Od razu mamy scementowaną grupę (naszą) i wiadomo, że chodzi o serwis dla ludzi z tej samej szkoły.

#7: we wszystkich wariantach pisowni. Pamiętaj jak bardzo ważne jest posiadanie praw do domeny z twoją marką z najbardziej typowymi rozszerzeniami. Jeśli kupujesz domenę nie zapomnij o wariantach z typowymi błędami i innymi TLD (np. com obok pl). Typowe błędy to pomijanie kropek w adresie i pisanie fonetyczne. Jeśli ktoś jest właścicielem upatrzonej przez ciebie domeny sprawdź w WHOIS, do kogo – może uda się ją odkupić.

#8: dostępna – nie wiem, czy pamiętasz z prehistorii zakładanie swojego pierwszego adresu mejlowego. Wybierasz, gdzie chcesz mieć konto. Próbujesz założyć login ze swoim imieniem i… okazuje się, że nie możesz mieć mejla typu kamila@gmail.com, bo 100 innych Kamil miało ten sam pomysł wcześniej. Po chwili okazuje się, że nie możesz mieć też loginu typu imię.nazwisko. Chęć posiadania takiego mejla to chyba jeden z wielu powodów, dla których ludzie idą do pracy.
Podobnie jest z domenami. Wyobraź sobie, że wymyślałeś przez 3 dni nazwę domeny. Zdecydowałeś się w końcu na nazwę identyczną z twoją marką. A ty okazuje się, że taka strona już istnieje.

Po co?

Po co ktoś chciałby kupować domenę z podobnymi lub identycznymi nazwą i TLD jak moja firma?

Zdziwisz się. Powodów jest wiele. Ubocznym skutkiem nie jest tylko to, że ty sam nie będziesz mógł zarejestrować tej domeny, z czego może skorzystać konkurencja. Ryzykujesz też odpływ klientów, którzy obarczą cię odpowiedzialnością za cybersquaterskie techniki, bo nie zorientują się, że wcale nie trafili na twoją stronę. Możesz stracić zaufanie klientów i potencjalne zyski. Cybersquatterzy podrabiają domeny:

#1: na sprzedaż. Kupcem możesz być ty sam, jeśli nie chcesz, żeby ktoś inny korzystał z nazwy domeny, która jest łudząco podobna do twojej, albo jacyś inni ludzie, którzy mogą mieć interes w posiadaniu takiej strony. Po wejściu na stronę widzimy ofertę kupna domeny i jej statystyki. Dotyczy to znanych firm, które nie mają jeszcze strony, albo nie wykupiły wariantów z podobną pisownią, rozszerzeniem lub typowymi literówkami.

#2: żeby przyciągać ruch na stronę i zarabiać na reklamach Googla (np. wwwonet.pl) . Oczywiście ktoś, kto szukając konkretnej strony wyląduje na witrynie musi kliknąć, żeby jej właściciel coś zarobił, ale zdarza się to na tyle często, że jest warto.

#3: żeby przekierowywać ruch na inną stronę i zarabiać  w programie partnerskim

#4: żeby wyłudzać dane od klientów banków, instalować nam wirusy i pokazywać końskie porno naszym dzieciom i rodzicom.

#5: żeby się lansować. Np. na stronie gmail.pl Grupa Młodych Artystów i Literatów, czy się tego chciało czy nie, prezentuje swoje utwory typu:
„…mokną, niby zbiorowo,/na deszczu wisienne liście/każdemu z nich jednak zimno/z osobna, oczywiście”
Internauci używają przeglądarki jako wyszukiwarki i nic na to nie poradzimy. Pamiętaj, że łatwiej jest na etapie tworzenia strony wykupić wszystkie warianty pisowni domeny, niż potem użerać się i przepłacać jakiś ciemnych typków. Z tego samego powodu nie należy korzystać z bezpłatnego hostingu. Pamiętaj, aby pilnować wszystkich terminów opłat, gdyż nieopłacone domeny wracają do puli adresów dostępnych i ktoś może je nam podebrać, by odsprzedać z zyskiem lub jeszcze gorzej.

Redaktor