Jednym z powodów, dla których Klienci do których dotarliśmy z reklamą nie kupili u nas jest fakt, że nie wzbudziliśmy u nich zaufania (chyba, że strona nie działa i nic tam nie można kupić).
Jednym z powodów, dla których nasza witryna nie może znaleźć się w top 10 wyników organicznych, czy w dobrym miejscu na Mapach Google też jest brak zaufania do niej.
Zaufana witryna? Uf – uf?
Link linkowi nie równy. Odsyłacz z zaufanego , pewnego i popularnego źródła w domenie .gov czy .edu jest lepsiejszy a budzące zaufanie sklepy mają więcej konwersji. Pewne źródła będą też wyświetlać się wyżej i będą łatwiej dostępne niż podejrzane spamerskie stronki, ponieważ zostaną uznane za lepiej dopasowane tematycznie i podparte autorytetem ich autora w danej dziedzinie.
Teoretycznie każdy jest w stanie odróżnić sprzedażową sieczkę od porządnej informacji, ale czy to tylko intuicja?
Co cechuje zaufane źródła?
1. Witryna w domenie domenie .gov lub .edu, osobisty autorytet konkretnego eksperta o znanym nazwisku
2. Zgodność tematyczna, poprawność językowa
3. Zasięg, czyli ile osób odwiedza konkretną witrynę, śledzi ją w serwisie społecznościowym czy RSS
4. Oryginalna, aktualna, bogata i dobra treść (teksty, grafika, multimedia)
5. Wygląd witryny, design, profesjonalnie wyglądające logo, grafiki, które nie pachną na kilometr istockiem.
6. Dostępność informacji o tym, kim są autorzy, z kim są powiązani, co robią, kogo reprezentują
7. Cytaty z innych zaufanych źródeł i bycie przez nie cytowanym
8. Recepcja tekstów w sieci – czy są polecane, linkowanie, komentowane, interakcje na stronie – czy czytelnicy je komentują.
9. Certyfikaty i badge zewnętrzynych instytucji
A co jest najważniejsze? Ilość i jakość linkujacych domen, ich zgodność tematyczna, cytowania w mediach społecznościowych, kanonizacja, oraz czas, jaki zajmuje innym skomentowanie i zlinkowanie naszych treści.
Jak zostać zaufanym źródłem?
1. Zainwestuj w wygląd witryny, dobrego grafika i copywritera, porządną nazwę domeny
2. Pisz na określony temat a nie o wszystkim i o niczym
3. Publikuj dobrą treść i zachęcaj innych by dzielili się u Ciebie dobrą treścią poprzez gościnne występy innych blogerów u ciebie, komentarze
4. Dbaj o swoją markę osobistą, buduj renomę witryny i swojego nazwiska
5. Zachęcaj do dzielenia się tymi informacjami, podawania ich dalej, sharownia w społecznościach
6. Sam linkuj do tej treści we wszystkich serwisach społecznościowych gdzie masz konto, komentuj dobre wpisy innych, cytuj inne zaufane witryny i ekspertów
7. Nie spamuj, unikaj podejrzanego towarzystwa, nie linkuj do spamu
8. Jeśli nie masz znaczka potwierdzającego bezpieczeństwo, to pójdź za radą z ostatniego SEMcampu i zrób go sobie sam
Dziś w SEO dla początkujących druga część SEO a sprawa Google+. Konkretnie to optymalizacja pod kątem wewnętrznej wyszukiwarki w Google+, żeby Google+ dało nam wyższe pozycje w Google.pl
Wyobraź sobie, że chcesz, aby osoba, która będzie przeszukiwać profile firm i osób w serwisie społecznościowych Google, żeby znaleźć tam np. nowego pracownika dla swojej firmy, albo nową firmę – dostawcę, znalazła właśnie Ciebie. Jak to zrobić?
Search+
Wyniki wyszukiwania w Google kształtowane są poprzez relacje, znajomości, interakcje, +1-ki, komentarze i aktywności. To pełna personalizacja wyników.
Jeśli wyniki są spersonalizowane to, jakie są uniwersalne czynniki, które wpływają na pozycje?
1. Słowo kluczowe w profilu danej Osoby czy Strony
2. Zoptymalizowany, pełny profil (O mnie, O stronie, Zdjęcia, Video)
3. Osoby wyświetlane są wyżej niż Strony Firmowe
4. Zoptymalizowane zamieszczanie linków:
a) Sam link nie wystarczy – konieczny jest dobry snippet, żeby zyskać więcej klików i komentarzy
b) Dopilnuj by link miał wprowadzenie i odpowiednie zdjęcie
c) Wysyłaj wiadomości publiczne
Optymalizacja w Google+. O czym warto pamiętać?
1. Zoptymalizuj swój profil w Google+, tak by zawierał frazy, na jakie pragniesz być znaleziony
2. Zweryfikuj swój profil (poprzez połączenie go z witryną firmowa), żeby było wiadomo, że ty to ty. Zadbaj o potwierdzenie autorstwa swoich tekstów
3. Publikuj nie dla wąskiego kręgu, gdzie jest kilku twoich ziomków, ale dla wszystkich (wiadomości publiczne), polecaj dobre teksty innych autorów
4. Odpowiadaj na komentarze i +1-ki, dodawaj do swoich kręgów najaktywniejszych komentatorów
5. Komentuj treści innych, korzystaj z przycisku +1
6. Ciesz się, że można cię znaleźć w Google+
7. Czekaj, że może kiedyś coś ci z tego przyjdzie i aktywność w Google+ stanie się sygnałem w algorytmie wyszukiwarki
A na serio? Co zmieniły serwisy społecznościowe w recepcie na sukces w wyszukiwarce? Do tej pory było O x T x L. Sukces i pierwsze miejsce w Google.pl dawała Optymalizacja strony x Teksty (dobre) x Linki (dużo).
Coś się zmieniło? Nie za bardzo.
Czynniki pozostają te same:
1. Optymalizacja: Ulepszanie profili i snippetów w Google+ jest biedną siostrą optymalizacji witryn. Nie wymaga żadnych nowych umiejętności.
2. Teksty: Google będzie patrzył nie tylko na jakoś tekstów czy filmów, ale też na ich recepcje w mediach społecznościowych, na to ile osób go polubiło, podało dalej, skomentowało i czy tekst był komentowany przez opiniotwórcze źródła.
3. Linkowanie: Linki z mediów społecznościowych będą zyskiwać na wartości.
Część 2. Jak zbudować kampanię reklamową na urządzenia mobilne w Google AdWords?
W poprzednim, premierowym odcinku cyklu o marketingu mobilnym starałem się przybliżyć formy reklamowe dostępne na urządzenia mobilne w narzędziu Google AdWords, a także możliwości jakie się za nimi kryją. W odcinku drugim postanowiłem pokazać, krok po kroku, jak w interfejsie Google AdWords ustawić kampanię specjalnie pod urządzenia mobilne. Do rzeczy więc.
Tworzenie kampanii mobilnej zaczynamy naturalnie od utworzenia na koncie AdWords nowej kampanii i przejścia do jej ustawień. Na samej górze tego panelu Google przygotowało dla nowych użytkowników opcję wybrania typu kampanii jednym kliknięciem. Wygląda to następująco:
Jak widać mamy do dyspozycji również opcję wczytania domyślnych ustawień kampanii mobilnej. Czym się one różnią od domyślnych ustawień „zwykłej” kampanii. Zasadniczo Google po prostu ustawia kierowanie tylko na telefony i tablety oraz co ciekawe zmienia kierowanie geograficzne z „Polski” na „Wszystkie kraje i terytoria”. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia dlaczego. Warto jednak zwrócić na to uwagę i zmienić kierowanie, aby nasza kampania nie została przypadkiem puszczona na cały świat.
Załóżmy jednak, że pomijamy opcję wybrania domyślnych ustawień kampanii mobilnej i wszystko robimy ręcznie. Na początku wybieramy nazwę dla naszej kampanii. Jeśli prowadzimy na koncie także inne, zwyczajne kampanie, dobrze jest rzecz jasna wprowadzić w nazwach kampanii mobilnych jakiś wyróżnik, który pozwoli nam później łatwo filtrować widok kampanii w celu analizy wyników.
Po wybrania nazwy kampanii przechodzimy do ustawień lokalizacji. Ten obszar nie wymaga chyba dłuższego komentarza- zależnie od potrzeb wybieramy pasujące nam kraje, regiony bądź miasta. Wybieramy także język interfejsu Google na jaki kierujemy reklamy. Na potrzeby tego wpisu nie zagłębiam się już w zaawansowane opcję lokalizacji uznając, że w tym obszarze Google podejmuje za mnie najbardziej optymalne decyzje
Okej, mamy już nazwę naszej kampanii i ustawione kierowanie geograficzne. Następny krok to określenie, czy tworzona kampania będzie kampanią w wyszukiwarce czy w sieci reklamowej. Dość nieszczęśliwie, moim zdaniem, w tym obszarze dla nowych reklamodawców Google domyślnie zaleca utworzenie wspólnej kampanii dla wyszukiwarki i sieci kontekstowej. Uważam, że podział kampanii na te w sieci wyszukiwania i te w sieci reklamowej jest na tyle istotny, że w panelu tworzenia kampanii w tym miejscu powinny pojawiać się dla nowych użytkowników wskazówki dotyczące dzielenia kampanii i wręcz konieczność wybrania jednej z opcji.
W każdym razie- jeśli uda nam się przebrnąć przez ten newralgiczny obszar dochodzimy w końcu do miejsca gdzie dzieje się magia mobile. Mianowicie musimy wybrać urządzenia na które będziemy kierowali reklamy oraz wybrać ustawienia zaawansowane.
Jak nie trudno się domyślić w pierwszym etapie „samodzielnie wybierając” odznaczamy desktopy i laptopy, pozostawiając aktywne komórki i tablety. Tutaj nie bez znaczenia pozostaje kwestia jakimi wersjami strony mobilnej dysponujemy. W idealnym modelu, nasza witryna powinna mieć oddzielną wersję mobilną dla telefonów oraz oddzielną dla tabletów. Wtedy konieczne jest stworzenie dwóch odrębnych kampanii nakierowanych oddzielnie na te urządzenia.
Po wybraniu urządzeń zagłębiamy się w zaawansowane ustawienia urządzeń przenośnych i tabletów w celu sprecyzowania takich opcji jak systemy operacyjne, które nas interesują oraz to poprzez jakie źródła ruchu internetowego będziemy docierać do mobilnych Internautów.
Zacznijmy od systemów operacyjnych. Do wyboru mamy najpopularniejsze iOS i Android oraz webOS (czyli mobilny system operacyjny na licencji open-source będący własnością HP), wraz z możliwością sprecyzowania wersji systemów na jakie kierujemy kampanie. Jeśli promujemy na przykład e-commerce z piłeczkami do golfa nie ma dla nas zasadniczo znaczenia, czy Internauta, któremu serwujemy reklamę widzi ją na ekranie iPhone’a czy Samsunga Galaxy. Wtedy możemy śmiało w jednej kampanii kierować reklamy na wszystkie systemy operacyjne. Jeżeli jednak uznamy, że chcemy na przykład spersonalizować komunikat dla użytkowników iOS („Kup najlepsze piłeczki golfowe, bezpośrednio przez swojego iPhone’a!”) wtedy już powinniśmy rozdzielić kampanię na kierowane dla entuzjastów firmy Apple oraz pozostałych. Podobnie ma się sytuacja kiedy promujemy poprzez AdWords aplikacje mobilną. Poprzez reklamę Click-to-Download (więcej o niej w poprzednim odcinku) możemy kierować użytkownika bezpośrednio do AppStore oraz Android Marketu i wtedy również konieczne jest utworzenie odrębnych kampanii. Wszak jeśli nam (i naszej marce/produktowi/etc) życie miłe, nie będziemy odsyłali użytkownika iPhone’a do Android Marketu. O zgrozo!
W przypadku źródeł ruchu, rzecz się ma następująco- mamy możliwość wybrania czy chcemy, aby Internauta widział nasze reklamy bez względu na to w jaki sposób łączy się z siecią (WiFi, dane pakietowe operatów komórkowych), czy może też chcemy dokonać w tym obszarze jakiś selekcji/wykluczeń. Jeśli na przykład obawiamy się tego, że użytkownicy korzystający z Internetu poprzez dane pakietowe, boją się kosztów tego użytkowania i nie dość, że nie są skłonni wtedy klikać w reklamy to jeszcze będą wściekli na każdego kto będzie im „powiększał rachunek” wyświetlając niepotrzebne kilobajty, możemy ograniczyć kampanię jedynie do ruchu WiFi. Wtedy nasze linki sponsorowane będą się wyświetlały jedynie wtedy, kiedy użytkownik jest wyluzowany bo korzysta z bezpłatnego Internetu . Możemy także z drugiej strony ograniczyć ruch jedynie do ruchu operatorów, a nawet zawęzić kierowanie do konkretnego operatora (z Polskich operatorów dostępne są Play, Plus, Orange i Era- jak widać Google jest odporne na rebranding).
Z poziomu tworzenia kampanii mamy również możliwość ustawienia od razu rozszerzeń reklamy. Możemy zatem od razu utworzyć rozszerzenia linków witryny, rozszerzenia połączenia telefonicznego oraz rozszerzenia lokalizacji, które będą widoczne we wszystkich reklamach w tej kampanii. (Więcej o mobilnych formach reklamy w poprzednim wpisie cyklu).
W tym miejscu zasadniczo kończą się różnice pomiędzy kampanią mobilną a zwykłą. To co pozostaje nam teraz zrobić to określić opcję ustawiania stawek oraz określić budżet dzienny kampanii. Możemy również rzecz jasna bawić się dalej w zaawansowane opcje harmonogramu, rotacji, czy metody wyświetlania reklam, ale są to już opcje uniwersalne dla wszystkich kampanii, więc nie będę się już tutaj zagłębiał w te ustawienia.
Tak oto przedstawia się tworzenie kampanii mobilnej w Google AdWords. Wszystko fajnie, ale ktoś może zapytać: Ale po co to wszystko? Czy naprawdę trzeba tworzyć odrębne kampanie na urządzenia mobilne? Moja odpowiedź brzmi: Tak! A oto dlaczego:
-Rozdzielenie kampanii mobilnych i tych na komputery pozwala na łatwe analizowanie danych i porównywanie efektów działań na poszczególne typy urządzeń.
-Rozdzielając kampanię mamy możliwość różnicowania stawek kliknięć na komputerach i telefonach. Stawki kliknięć różnią się w zależności od urządzenia- po co mamy płacić za „mobilne” kliknięcie tyle samo co za zwykłego klika skoro możemy za nie płacić mniej?
-Wyszukiwanie mobilne ma inną specyfikę niż „tradycyjne”. Internauci wpisują krótsze, bardziej ogólne hasła, często też nie zachowują zasad ortografii lub popełniają literówki. Rozdzielając kampanie możemy przygotować dla nich specjalne zestawy słów kluczowych.
-Podział kampanii pozwala na kierowanie odrębnych komunikatów do Internautów mobilnych i stacjonarnych.
Zatem zachęcam do testowania i tworzenia kampanii mobilnych w AdWords i próbowania różnych dostępnych form reklamowych. A teraz już dziękuję za uwagę i zapraszam na przyszłe odcinki cyklu
Google wprowadza dalsze zmiany w wyszukiwarce dotyczące zalogowanych użytkowników. Cel jest taki, aby umożliwić internautom korzystanie w jeszcze większym stopniu z powiązań społecznościowych. Od wczoraj przy wynikach wyszukiwania dostępny jest przycisk, który pozwoli przełączyć się z wyszukiwania „zwykłego” na spersonalizowane. Funkcja „Search, plus Your World” zmienia wyświetlane wyniki uzupełniając je o zawartość Google+.
Już wcześniej Google wprowadziło funkcję Direct Connect, dzięki której można było bezpośrednio z wyszukiwarki przejść do strony biznesowej G+ danej firmy. Obecnie „Search, plus Your World” daje możliwość wyświetlenia w wynikach wyszukiwania również profili (oczywiście, można tę opcję wyłączyć w przypadku własnego profilu). Gdy zaczniemy wpisywać czyjeś imię i nazwisko, Google podpowie nam w pierwszej kolejności tę osobę, którą mamy w naszych kręgach. W wynikach wyszukiwania pojawi się wtedy jej profil z G+ oraz różne wyniki z Sieci, ale związane tylko z tą konkretnie osobą.
Z kolei dla haseł ogólnych (np. architektura) po prawej stronie wyszukiwarki zobaczymy osoby i strony, które są w danej tematyce szczególnie aktywne na G+, i będziemy mogli w prosty sposób dodać je do kręgów oraz przyłączyć się do dyskusji.
Ale tym, co ma znaczenie największe, jest uzupełnienie wyników o wszystko, co udostępniają lub polecają osoby w naszych kręgach. Po przełączeniu na „Search, plus Your World”, w wynikach wyszukiwania pojawią się powiązane z daną frazą zdjęcia i posty z G+.
Przypuśćmy, że chcesz poszukać czegoś o Pawilonie Barcelońskim. Przy wyszukiwaniu spersonalizowanym, po wpisaniu tego hasła zobaczysz na najwyższych pozycjach np. zdjęcia znajomego, który był tam podczas wakacji, i dwa posty, w których dzieli się on swoimi wrażeniami. Zobaczysz też np. stronę poświęconą Miesowi van der Rohe, którą udostępniła Twoja koleżanka z pracy oraz klip na YouTube polecany przez Twojego kuzyna. Innymi słowy: zobaczysz to, czym podzieliły się z Tobą osoby z Twoich kręgów.
W wyszukiwaniu spersonalizowanym domyślnie znajdziemy wyniki „ogólne” przemieszane z udostępnianymi przez znajomych. Google pokaże nam liczbę jednych i drugich. Aby zobaczyć tylko wyniki osobiste, wystarczy kliknąć „personal results”.
No dobrze, ale co to oznacza dla biznesu? Dużo. Chodzi przecież o to, żeby być widocznym w wynikach wyszukiwania i móc monitorować skuteczność tej obecności. A spersonalizowane wyszukiwanie zmienia i wyniki, i możliwości monitorowania. Po pierwsze, całe wyszukiwanie zalogowanych użytkowników jest zabezpieczone protokołem SSL (pisaliśmy już zresztą o tym). Tych szyfrowanych wejść nie da się szczegółowo śledzić w Google Analytics (osławione „not provided”). Po drugie, skoro „Search, plus Your World” tak radykalnie zmienia wyniki wyszukiwania, warto zadbać o to, żeby być w nich widocznym. Jak? Poprzez obecność w G+ i interakcję z użytkownikami. Im więcej osób będzie w kręgach Twojej strony firmowej, im więcej będzie Cię rekomendować +1-kami, im więcej będzie postować linki z Tobą związane i mówić o Tobie – tym większe masz szanse, że użytkownik zobaczy Cię nie tylko w globalnych, bezosobowych wynikach, ale również jako element jego prywatnego, własnego świata.
Note: Na razie opcja „Search, plus Your World” (podobnie jak szyfrowanie SSL wyszukiwania) dostępna jest tylko na google.com w języku angielskim (no, jeszcze nie dla wszystkich, ale w ciągu kilku dni ma być).
Święta Bożego Narodzenia już za nami, a my nadal pozostajemy w temacie Google+. Mimo, że w K2 Search, na co dzień zajmuję się światkiem Social Media, będzie to mój pierwszy wpis na naszym blogu, dlatego proszę o kapkę wyrozumiałości. Okazuje się, że okres miedzy Świętami a Nowym Rokiem, kiedy to poziom absencji w biurze wzrasta powyżej 50%, sprzyja odkrywaniu nowych możliwości portali społecznościowych.
Zapewne już mieliście przyjemność przeczytać, chociażby na naszym blogu, o tym co wyróżnia Google+ od konkurencji. Niewątpliwie na dużą uwagę zasługuje Google Hangouts, czyli Spotkania. Jest to usługa, która po jednorazowym zainstalowaniu odpowiedniej wtyczki (wszystko dzieje się, po wcześniejszej akceptacji, automatycznie) pozwala na prowadzenie wideorozmów ze znajomymi z naszych kręgów. To, co wyróżnia tę aplikację to prostota i intuicyjność.
Jak to działa? Na stronie głównej Google+ po prawej stronie klikamy na ikonkę „Otwórz spotkanie”. Zostajemy przeniesieni do nowego okienka gdzie mamy wybór czy chcemy skorzystać z wersji uproszczonej czy „spotkania z dodatkami”. Na początek sprawdźmy, co oferuje ta pierwsza opcja. Osobiście urzekło mnie hasło, które wyświetla się przed załadowaniem aplikacji. Otóż Google+ radzi:
Po wystartowaniu widzimy okienko swojej kamery a także osoby, które dołączyły do spotkania. Mamy również możliwość wyświetlenia uczestnikom spotkania filmiku z Youtube. Wystarczy kliknąć na odpowiednią ikonkę. Możemy oprócz rozmowy przekazywać sobie informację za pomocą czatu. +1 należy się dobrej kompresji i brakowi przycinania się przekazu. Tak jak wspominałem wcześniej, Google stworzył niezwykle przyjazny komunikator. Świadczy o tym chociażby sposób wyświetlania się użytkowników. Widok głównego panelu aplikacji pozwala na dwa sposoby wyświetlania uczestników Spotkania: możemy wybrać sami, kogo chcemy oglądać w głównym okienku (poprzez kliknięcie miniatury użytkownika) lub na powiększonym obrazie będzie pojawiać się automatycznie osoba, która akurat przemawia (Google wyszło z założenia, iż ten kto mówi powinien być widoczny dla wszystkich). Po przeprowadzeniu kilku testów muszę stwierdzić, iż wychodzi to nadzwyczaj dobrze i sprzyja komfortowi rozmowy przy większej ilości osób – dzięki temu z łatwością możemy zidentyfikować mówcę.
Kolejna niespodzianka, którą zaskakuje nas Google+, to Świąteczna nakładka. Jednym przyciskiem myszy możemy przyjąć niezwykle urocze przebranie Rudolfa Czerwononosego J. Mechanizm do wykrywania twarzy działa bardzo sprawnie nasz nowy czerwony nos oraz reniferowe rogi podążają bez żadnego opóźnienia za ruchami naszej głowy.
Spotkajmy się i po prostu popracujmy
Czas na wersję rozszerzoną, czyli „spotkanie z dodatkami”. Już na wstępie zostajemy powiadomieni, iż jest to wersja testowa i jest dostępna „tylko przez ograniczony czas”. Google zapewne testuje nowe funkcje i czeka na błędy, które użytkownicy mogą wychwycić.
Pierwszą zauważalną różnicą jest wygląd. Moim skromnym zdaniem jest mniej przyjemny dla oka. Rozszerzony Hangout daje nam za to możliwość nadania nazwy Spotkaniu. W tym miejscu warto wspomnieć, że gdy utworzymy Spotkanie (nieważne czy w wersji podstawowej czy rozszerzonej) wiadomość o tym pojawia się w naszym strumieniu, a także w strumieniu zaproszonych osób. Dodatkowo informacja ta pokazuje się w prawym pasku na głównej stronie Google+, przez co każdy może się z nami spotkać. Jeżeli umieścimy w tytule temat rozmowy mamy większą szansę na dialog z użytkownikami, którzy są daną kwestią zainteresowani.
Rozszerzone Google Hangouts oferuje także wspólne korzystanie z notatek i szkicownika. Użytkownicy mogą równocześnie edytować jeden plik. Pozwala to chociażby na opisanie własnego pomysłu w szkicowniku i po krótkim czasie naniesienie uwag przez drugiego rozmówcę.
Kolejnym bardzo ciekawym rozwiązaniem jest udostępnienie ekranu. Klikając na odpowiedni przycisk w górnym pasku wybieramy, które otwarte okno lub program chcemy udostępnić uczestnikom. Istnieje też możliwość pokazania całego pulpitu, dzięki czemu użytkownicy będą mogli śledzić wszystkie nasze poczynania na komputerze. Funkcja ta świetnie nadaje się do rozwiązań biznesowych (o wykorzystaniu Google+, jako przydatnego narzędzia dla firm, wspominaliśmy w poprzednich wpisach). Podczas Spotkania możemy przedstawić mini webinarium i zademonstrować słuchaczom wcześniej przygotowaną prezentację. Udostępnienie ekranu pozwala nam także na podzielenie się z innymi zaproszonymi na Hangout wszelkiego rodzaju multimediami.
Ostatnim niezwykle przydatnym rozwiązaniem jest możliwość udostępniania Google Docs. Funkcja ta umożliwia nam przejrzenie prezentacji lub dokumentu udostępnionego przez innego użytkownika. Aby ograniczyć widoczność naszych dokumentów podczas rozmowy możemy wybrać, któremu rozmówcy udostępnimy nasze informacje. Niestety udostępnić dokumenty Google Docs możemy jedynie jako profil, a nie strona biznesowa. Moim zdaniem powinno to być jak najszybciej poprawione, gdyż to właśnie w firmach rozszerzone Google Hangouts może sprawdzać się najlepiej. Daje to nam możliwość przedyskutowania projektu, prezentacji czy umowy z pracownikiem, który znajduje się daleko poza biurem. Przejrzenie dokumentów i nałożenie na nich poprawek w czasie rzeczywistym sprawia, że odległość między rozmówcami przestaje być problemem.
Prywatność
A teraz trochę o prywatności. Jak już wcześniej wspomniałem informacje o naszych Spotkaniach pojawiają się strumieniu. Jeżeli zaprosimy konkretne osoby lub kręgi informacje o trwającym Spotkaniu pokażą się tylko i wyłącznie tym osobom /kręgom. Również po zakończeniu Hangoutu generuje się post oznajmiający o skorzystaniu z wideorozmowy, który zobaczyć mogą jedynie zaproszeni do Spotkania. Korzystając z uproszczonej wersji należy zwrócić uwagę na fakt, iż domyślnie na Spotkania zaznaczone są przez Google+ wszystkie nasze kręgi. Dlatego jeżeli nie chcemy zapraszać wszystkich powinniśmy najpierw skasować tę opcję, a potem wpisać wybrane przez nas osoby. Możemy również zaprosić osoby spoza kręgów.
Podczas wideorozmowy, gdy jakiś uczestnik przekroczy według nas jakieś normy i nie chcemy by dalej z nami rozmawiał możemy go zablokować. Uważajmy jednak, gdyż skutkuje to daleko idącymi konsekwencjami: wskazana osoba zostanie wykreślona z naszych kręgów, nie będzie dalej mógł nas widzieć i słyszeć, w swoim strumieniu nie będziemy widzieć rzeczy, które zbanowany użytkownik udostępnia, zablokowany użytkownik nie będzie miał możliwości dodawania do naszych postów komentarzy. Warty zauważenia jest fakt, iż według Google+ każdy podczas rozmowy jest równy. Nie uświadczymy tu funkcji moderatora.
Po prostu spotkajmy się
Moim zdaniem brak formalizacji to jasny sygnał, że aplikacja Google+ jest czymś więcej niż kolejną usługą wideorozmów. Spotykając się ze znajomymi na kawę nie ustanawiamy jednego z nich moderatorem. Cała rozmowa toczy się płynnie i intuicyjnie. Na zebraniu z pracownikami przełożony nie musi nam oznajmiać, iż będzie kierował dyskusją. Znamy od początku panujące relacje i nie potrzebujemy dodatkowych, sztucznych ram. Hangouts dają nam możliwość odbycia pełnowartościowego spotkania biznesowego (dzięki rozszerzonym funkcjom). Można też śmiało uznać, że Hangouty w uproszczonej wersji są idealnym rozwiązaniem do szybkiej wymiany zdań i do nieformalnych spotkań pracowników. Prostota i przejrzystość sprawia, że korzystając z tej usługi wraz przyjaciółmi rzeczywiście możemy łatwo przeprowadzić nieskrępowaną rozmowę. Dlatego nazwa „Spotkania” jest moim zdaniem jak najbardziej adekwatna.
PS. Korzystając z okazji chciałbym serdecznie podziękować Piotrkowi Kaszkowiakowi, który użyczając swojego wizerunku pomógł niezwykle ubarwić ten wpis. Dzięki!